A gdy w głąb duszy wnikniemy




Gabryela Zapolska.

''A GDY W GŁĄB DUSZY WNIKNIEMY''...


TOM III.





XXVI.

Zawinąwszy w kawałek gazety wszystkie swe kosztowności, wyszła powoli Anka ze swego pokoiku. W przedpokoju spotkała się ze Stalewską, zapłakaną, zmienioną.
Ciężką chwilę przeżyła sprytna dama.
Musiała przed furtką, prowadzącą do willi, postawie służącą, która, odpowiednio wyuczona, przepraszała idących gości za to, że jej państwo „dziś nie przyjmują'', bo dziecko się ciężko rozchorowało.
Z po za spuszczonej story, ze łzami w oczach, Stalewską sprawdzała, że dziś właśnie szczególniej dużo osób ciągnęło do willi.
Gnała te osoby widocznie ciekawość zobaczenia, jakie też to „nosy'' mają Stalewscy po tym skandalu, a może pewnego rodzaju radość, iż mogą wnieść z sobą do owej imponującej im willi trochę zgryźliwości ludzkiej, przypominającej kąsanie psów po łydkach przechodniów.
I wszystko tam było, to „ogromnie ludzkie'', w takiej ilości, że aż przelewało się przez źrenice ciekawe i ręce, wyciągnięte do uścisku. Miny jednak zewnętrzne pełne były pogrzebowej kondolencyi, zagrzanej sympatya i szczerą życzliwością. Miny te wydobywały się na jaw już na samo dojrzenie z daleka willi Stalewskich.
A wewnątrz aż migotało ze złości. Lecz Stalewska odczuwała to wszystko inaczej. Nie pragnęła kondolencyi, ani życzliwości. Była za sprytna i zanadto sama „ludzka'', aby łudzić się sympatya świata. Lecz aż dygotało w niej pragnienie, aby podnieść głowę do góry w oczach tłumu i wzruszyć litościwie ramionami, mówiąc: „ten biedny Narbutt... szkoda go! to podobno zdolny chłopak!''
Chlebem—za kamień.
Pragnęłaby nawet rzucie bombą czekoladową, lub pralinką, byle w oczach ludzi. I wystroiła się w biel dobroci i przebaczenia razem z robe d'interieur z krepy chińskiej, bogato ubranej muślinem. Wszystko jednak musiało pozostać za roletą, i krepa chińska, i zadarcie głowy, i dobroć chrześcijanki, wybaczającej urazy.
Aż dławił ją płacz bezsilnej histeryi, i drepcąc na miejscu, Stalewska gromadziła w swej duszy wszystkie urazy, jakie miała do męża, a które skrzętnie chowała razem z okrawkami sukien, „które się na coś mogą przydać.''
Te dawne urazy przydawały się rzeczywiście, bo, podsycając obecną chwilę, wydymały ją do rozmiarów


1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 Nastepna>>